Posty

Wyświetlam posty z etykietą Polacy w Australii

(prawie) polskie święta...

Obraz
Nasi!! Gorączka przedświątecznych zakupów w Australii ma dwie zasadnicze wady...upał, który definicję "gorączki" wzbogaca o zupełnie nowy wymiar oraz brak produktów uważanych w Polsce za niezbędne do przygotowania świątecznej kolacji...co mnie obchodzi, że nikt tu nie je kapusty kiszonej albo ogórków, albo że to nie jest sezon na selera....ma być!! Po trzech dniach bezowocnych poszukiwań postanowiłem zapytać wujka googla o polski sklep w Brisbane. Dowiedziałem się, że sklepu nie ma ale jest za to klub polonijny, w którym 21 grudnia odbędzie się "christmas market", spisałem adres i przygotowałem siatki...  kolejka po pierogi O skansenowości klubu pisała już wcześniej aussiedownunder na swoim  blogu  ja tylko dla dopełnienia obrazu dodam jedno zdjęcie z kolejką po pierogi, które zrobiłem stojąc w kolejce po kiełbasę...dostępne były też kolejki po pączki, rolady makowe, chleb i bombki...na szczęście wszyscy dookoła byli w dobrych humorach i 1,5h stania minęł...

Załoga kapitana Cooka, lumpenoproletariat i dobry riesling

Obraz
The Teaching of Christ (in Poznań) Zeszłoroczne święta Bożego Narodzenia spędziliśmy z Christine w Polsce. Gloria, gloria in excelsis deo i po świętach znając bezlitosny cennik Ryj anair, zaplanowaliśmy powrót dopiero po gorączce cenowej, czyli w połowie stycznia. W tak zwanym międzyczasie, zupełnym przypadkiem, okazało się że w szkole Julki (bratanicy) na lekcjach omawiana jest właśnie kraina kangurów i emu. Cóż mogłoby być lepszego - pomyślała cała rodzina symultanicznie - od dowiedzenia się kilku rzeczy o Australii od osoby tam urodzonej? W tym momencie wzrok wszystkich skierował się na Christine,w głowach  powstawały  już zarysy planu zutylizowania tubylczyni, a po krótkich negocjacjach  inicjatywa zyskała akceptację samej...niezorientowanej w dyskusji jej dotyczącej, Christine. Inspiracje aborygeńskie po polsku, czyli kartonowe bumerangi Nie czas i miejsce tu na opis całego przedsięwzięcia, nadmienić jedynie warto, że dzieci okazały się dogłębnie zazn...

Wiza wiz (nie mylić z vis-a-vis)

Obraz
Wiza wszystkich wiz, czyli Partner Visa: Offshore Temporary and Permanent (subclasses 309 and 100) to twór biurokracji najwyższych lotów. Sam dokument to 30 stron wnikliwych pytań natury osobistej oraz dosyć górnolotna deklaracja  o respektowaniu wartości jakimi kierują się obywatele Australii, którą trzeba przeczytać, zrozumieć i podpisać. Jak się pewnie domyślacie zawiera ona mnóstwo nakazów szacunku, tolerancji i poszanowania godności.  Jak się okazało w trakcie bolesnego procesu wypełniania, 30 stron biurokratycznego bełkotu to tylko pierwsza zdrowaśka w całej litanii niezrozumiałych druczków, kruczków i podań, bowiem dla Rządu Australii ważne okazują się również: szczere wyznanie uczuć między partnerami... różnobrzmiące i na piśmie, 6 oświadczeń przyjaciół o prawdziwości i długotrwałości naszego związku, łącznie z datami kluczowych wydarzeń jak np. data poznania, czy powzięcia decyzji o rozpoczęciu związku (pytanie o pierwszy sex już sobie darowali), zaświadczenie ...