Posty

Wyświetlam posty z etykietą Brisbane

Lifeline Bookfest,

Obraz
reklamowany  jako największy targ używanych książek na świecie (w tym roku podobno 2 mln egzemplarzy) jest organizowany przez fundację Uniting Care. Całkowity dochód z dziesięciodniowego wydarzenia przeznaczony jest w całości na statutowe cele fundacji.                                       Wybraliśmy się tam niedzielnym porankiem, i chociaż  Christine chciała upolować kilka ciekawych pozycji w bardzo atrakcyjnej cenie (2.5$), ja wyznaczyłem sobie trochę inny cel...POLSKAAA!! Biało-czerwooonii!!...szukałem książek po polsku lub polskich autorów przetłumaczonych na angielski. Niestety godzinny wysiłek, zakończyłem dość umiarkowanym sukcesem: jedna na dwa miliony. Do domu wróciłem z Orwellem i Herbertem (tym od Diuny, nie Zbigniewem)...obydwie pozycje po angielsku, niestety. Może za rok będę miał więcej szczęścia... kilka fotek  tu cdn...

O znajdywaniu węża i to nie w kieszeni (Dziin 2)

Obraz
Niewinna wyprawa do szopy po karton z bombkami, kątem oka przyuważyłem jakieś poruszenie na poddaszu, myśląc że to pajęczyna na wietrze oddałem się atmosferze rozentuzjazmowania świątecznymi przygotowaniami. Chwila nieuwagi i proszę...wychynęła z czeluści gargantuiczna pokraka...haha, tak naprawdę to całkiem ładny wąż. Cofnęliśmy się z Christine na bezpieczne pozycje i pobiegliśmy po aparat. Pierwsze spotkanie z australijskim reprezentantem gadów zaliczone. Napotkany źwierz  to podobno Coastal carpet python/ pyton dywanowy...niejadowity i bardzo powolny (uff, całe szczęście) oraz podobno całkiem pożyteczny bo eliminuje szczury i inne szkodniki.         Całe wydarzenie dostaje taga rzeczy dziwnych innych i niespotykanych, bo kto by pomyślał, że pewnego upalnego, przedświątecznego dnia, szukając bombek znajdę pytona...

Veni, Vidi, Vici: Lone Pine Koala Sanctuary

Obraz
Kolejny upalny dzień w Brisbane. Basen zaliczony, przebieżka z psem też, zimne piwo wypite a arbuz pożarty na raz. Entertain me! krzyknąłem do towarzyszki życia, piwo pobudziło moje libido i liczyłem na ciekawą propozycję. Let's go to the zoo. Odpowiedziała towarzyszka niewinnie, zupełnie ignorując moje dwuznaczne mrugnięcia. Co było robić,  wdziałem klapeczki i poszliśmy oglądać futrzaki...                  Zoo nazywa się Lone Pine Koala Sanctuary, więc jest jakby bardziej nobliwą wersją zoo, w którym misie Koala są główną atrakcją i cieszą się królewskimi przywilejami. Kilka przestronnych zagród przeznaczonych jest na różne grupy wiekowe, mamy seniorów Koala w jednej, matki z małymi w drugiej i samców-kawalerów w trzeciej. Misie są tak oswojone i łagodne, że dają się głaskać i ufnie podchodzą do ludzi. Jedną z pierwszych moich obserwacji było to że Koala mają puszyste futra, które trącą moczem, szczególnie ...

Co tera??? (Dziin 1)

Obraz
Festiwal rzeczy dziwnych innych i nieznanych (w skrócie Dziin) czas zacząć. Dzisiejszy Dziin to  Chocolate pudding fruit.  Nazwa owocu (w zasadzie tak jak wszystkie nazwy w Australii, o czym innym razem) wyjaśnia wszystko -  chocolate pudding fruit  wygląda i smakuje jak pudding/mus czekoladowy, i mimo że to dosyć odważne twierdzenie, bo trudno wyobrazić sobie owoc, który smakuje jak czekolada, to muszę mu przyznać rację. Ale po kolei. Chocolate pudding fruit , po polsku czarna hurma (brzmi trochę jak choroba...) to owoc drzewa występującego w Meksyku, ale z racji podobnego klimatu rosnącego też w ogrodach Brisbane. Czarna hurma należy do rodzaju Diospyros,  którego najbardziej znanym przedstawicielem jest persymona ( Diospyros kaki).  Nazwa rodzaju drzew ( Diospyros)  zaczerpnięta jest z języka greckiego i znaczy tyle co "boski ogień". Okazuje się bowiem, że jedna z odmian hurmy była znana starożytnym Grekom...

Początki...

Obraz
Rozpakowywanie. ... to zmęczenie, ale takie które nie pozwala Ci zasnąć, jak po filiżance mocnej kawy w środku nocy. dotarliśmy do Brisbane o 3 nad ranem, wykończeni i...w ogóle nie śpiący bo dla naszych organizmów zaczęło się właśnie popołudnie.  Powitanie rodziców Christine jakkolwiek gorące i sympatyczne na początku, szybko zrobiło się senne i ociężałe, głównie za sprawą zjedzonego placka, wypitej gorącej herbaty i świadomości, że wszyscy muszą wstać za kilka godzin do pracy...wszyscy oprócz nas się rozumie, dla nas właśnie rozpoczęły się prawdopodobnie najdłuższe wakacje w życiu. Jeszcze przed wyjazdem ustaliłem, że mój dekalog od dnia przyjazdu do Australii aż do Świąt będzie brzmiał "Nie rób" (x10 się rozumie, żeby spełnić wymogi deka-).  Niestety dobrych intencji wystarczyło do momentu, kiedy na drugi dzień po przybyciu zostaliśmy zagonieni do prac w ogrodzie przy rozrzucaniu  mulczu (ciocia Wiki wytłumaczy)...